“Nie czuję bym kiedykolwiek pracowała.” Czyli rady na życie zawodowe Profesor Katarzyny Kolasy.



Już w dniach 4 - 5 listopada w Londynie 2022 roku, odbędzie się ósma edycja konferencji Poland 2.0 Summit, organizowana przez polskich studentów z wiodących europejskich uczelni. Podczas wydarzenia poruszone zostaną tematy najnowszych rozwiązań technologicznych, takie jak smart cities, foodtech, jak i przyszłość cyberbezpieczeństwa w dobie metaverse.


Podczas dwudniowego wydarzenia, uczestnicy wezmą udział w panelach dyskusyjnych związanych z trzema ścieżkami tematycznymi: Trends in Business, Modern Issues oraz Brave Green World. Rozmowy z założycielami największych polskich startupów technologicznych tj. Pawłem Piotrowiczem czy Maciejem Kaweckim poprowadzą najbardziej znani i doświadczeni moderatorzy, m.in. Karol Paciorek oraz Tomasz Różek.


____________________________________________________________________________________________


25-ego czerwca w gmachu głownym Giełdy Papierów Wartościowych, na wydarzeniu Warsaw 2.0 Summit: At the Forefront of Neuro Innovation organizowanym przez fundację Poland 2.0 rozmawiałam z Katrzyną Kolasą, ekonomistką zdrowia zajmującą się cyfryzacją, profesorką w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie Vice President HEOR Parexel na Europę. Po poprowadzonym przez Profesor Kolasę panelu głównym, porozmawiałyśmy o jej metodzie na udane życie zawodowe oraz przemyśleniach na temat jej własnej ścieżki kariery.



Anna Gocławska: Dzień dobry Pani Profesor!


Profesor Katarzyna Kolasa: Dzień dobry!


Anna: Jest Pani doktor habilitowaną ekonomii zdrowia, studiowała i pracowała Pani na wielu europejskich uniwersytetach i wydała Pani ponad 60 publikacji. Jednak, moje pierwsze pytanie brzmi: dlaczego wybrała Pani ekonomię zdrowia?


K.K: To wiąże się ściśle z moją pasją z dzieciństwa. Odkąd pamiętam, nie robiłam niczego z powodów zarobkowych tylko właśnie z poczucia pasji, a tymi były dla mnie zdrowie w tym poprawa zdrowia publicznego oraz liczby. Uważam, że wszystko co związane z tematem zdrowia musi mieć wymiar zarówno etyczny jak i monetarny, i właśnie takie podejście połączone z pasją przyświeca mi przez cały czas w szukaniu rozwiązań dla problemów ochrony zdrowia. Nie było dnia w moim życiu, w którym czułabym, że pracowałam.


Anna: Studiowałam Pani życiorys przez około godzinę. Uczyła się Pani na uniwersytecie w Yorku, Lund, Bergen, Szwajcarskiej Szkole Zdrowia Publicznego, pracowała w firmach prywatnych, jak i publicznych. Od czego to się zaczęło? Jaki był Pani pierwszy krok po odkryciu swojej pasji?


K.K: Myślę, że to kwestia intuicji i wiary w jednym. Już pierwszą pracę zarobkową po studiach jaką miałam wykorzystywałam nie tylko dla swojego rozwoju zawodowego, ale też w celu pogłębiania zainteresowania jak poprawić funkcjonowanie ochrony zdrowia. Były to lata 90-te, kiedy ekonomika zdrowia była zupełnie nierozpoznanym w Polsce zagadnieniem. Zdecydowałam się więc szukać możliwości pozyskania odpowiedniej wiedzy na zagranicznych uczelniach, jednak robiłam to w trakcie czasu wolnego. Swoją pensję inwestowałam w książki naukowe, które sprowadzałam z zagranicy, a w pracy brałam urlop by jeździć na szkolenia, kursy zagraniczne, gdyż w kraju nie było takiej możliwości.

To może zapewniło mi taki rozwój przyspieszony. Z jednej strony ze względu na nasze polskie doświadczenia historyczne, zwykle mam chyba więcej determinacji w pozyskiwaniu nowej wiedzy niż moi pracownicy z innych krajów, co w połączeniu z otwartością na wielokulturowość pozwala mi łatwiej osiągnąć moje cele. Dzięki temu nastawieniu nabrałam też innej perspektywy do własnej tożsamości. Dzisiaj, choć jestem zdecydowanie Polką, to w pierwszej kolejności czuję się Europejką.


Anna: Co było największą zmianą związaną z przejściem z życia w Polsce do bardziej międzynarodowego? Co zmieniło się w Pani myśleniu, w życiu zawodowym i prywatnym?


K.K: Przypomina mi się to jak miałam 25 lat i zostałam CEO firmy, której właścicielem był szwedzki sejmik samorządowy. Nie dość, że prowadziłam biznes w Polsce, w którym zarządzałam osobami dwa razy starszymi ode mnie, miałam też na sobie odpowiedzialność przygotowania w sumie 400 lekarzy, do tego by mogli pracować w zawodzie w Szwecji. Dzierżyłam więc odpowiedzialność za ich losy, gdyż każdy z nich musiał zdać specjalny egzamin państwowy z języka szwedzkiego dla kadry medycznej. Do tego, jako CEO co miesiąc musiałam raportować przed Radą Nadzorczą składającą się z polityków szwedzkich, na co wydałam ich pieniądze.

I tak właśnie zrozumiałam, że nie jestem w stanie zdobyć zaufania inaczej niż znając język szwedzki. Więc pojechałam do Sztokholmu, zamknęłam się w hotelu na dwa tygodnie i codziennie, przez sześć godzin, wraz z nauczycielem uczyłam się szwedzkiego. Po dwóch tygodniach pojechałam na kolejną Radę Nadzorczą i powiedziałam cały swój przekaz po szwedzku, a wszyscy zaczęli mi bić brawo. To był taki moment, w którym zrozumiałam, że jak chcesz to możesz nie tylko nauczyć się języka obcego w ciągu dwóch tygodni, ale co najważniejsze, zrobić właściwy krok żeby zdobyć zaufanie innych. I dla mnie kluczem do sukcesu jest właśnie to, budowanie zaufania w oparciu o to, że ja mogę, chcę, potrafię, i że dam radę.


Anna: Czy zdarzało się Pani usłyszeć głosy zdziwienia, po pierwsze, dlatego, że jest Pani z Polski, a po drugie, iż jest Pani kobietą w tak odpowiedzialnej branży na wysokim stanowisku?


K.K: Miałam dwie takie sytuacje. Pracowałam w Szwecji już w okresie rozwoju feminizmu, więc to że byłam kobietą na takim stanowisku nie wywierało żadnego negatywnego wrażenia, natomiast to że jestem z Polski,- jak najbardziej.

Pewnego razu kiedy miałam mieć promocję z pozycji Health Scientist na Senior Health Scientist, powiedziano mi, że spełniam wszystkie kryteria, ale ponieważ jestem z Polski to może poczekajmy jeszcze rok.. (śmiech). Wtedy wyszłam z pokoju, a następnego dnia wróciłam do przełożonego i dostałam tę posadę. Także czasami musiałam się mocniej starać.

Druga sytuacja miała miejsce, kiedy pracowałam już w Szwajcarii i prowadziłam tzw. advisory board, czyli przedstawiałam wyniki badań dla grona ekspertów klinicznych. W pewnym momencie na początku swojej prezentacji, zupełnie przez przypadek zatrzymałam się i pomyślałam co tu się właściwie stało? Siedziało przede mną siedmiu facetów, każdy z nich pochodził ze Szwajcarii lub Niemiec, a ja …dziewczyna rodem z Polski, opowiadam im jak najlepiej leczyć pacjentów aby optymalnie wydawać pieniądze na ochronę zdrowia.

Zrozumiałam wtedy, że choć ja w zasadzie się na tym już nie zastanawiam, to gdyby ktoś spojrzał na to z boku pomyślałby, że albo przeginam, albo mocno by mi kibicował! Więc moja rada to nie zastanawiać się nad tym skąd, albo jakiej płci się jest, bo to jest kwestią drugorzędną w stosunku do tego co się ma do powiedzenia.


Anna: Miała Pani mimo wszystko takie wrażenie, że jako kobiecie jest Pani nieco trudniej?


K.K: Dzisiaj widzę, że wręcz jest mi łatwiej. To czego jako kobiety możemy dać więcej to empatia dla problemu o której dyskutujemy z drugiej osoby. Nie chodzi o to by podchodzić do kogoś, jak do ofiary, ale mieć zrozumienie dla danej sytuacji.

My jako kobiety potrafimy to wyczuć szybciej niż mężczyźni i położyć nacisk w negocjacjach na ten element. Zauważyłam, że kiedy podchodzę empatycznie do sytuacji, częściej udaje mi się osiągnąć to co chciałam. Jednak najważniejsze jest to, by mieć jasno postawiony cel dla siebie samej i do niego dążyć. Nie zastanawiać się, że jestem z Polski albo, że jestem kobietą, tylko być sobą i wykorzystywać nasze kwalifikacje i wiedzę by zrozumieć drugą stroną i wykorzystać szansę na sukces. Na pewno może pojawić się moment zakłopotania, ale ja lubię challengować siebie i innych. Nigdy ta moja inność w środowisku międzynarodowym nie wprowadzała mnie w konsternację, za to dawała jeszcze większy impet do tego żeby pokazać sobie i innym, że mogę.




Anna: To jakie złote rady ma Pani dla młodych, ambitnych osób które chcą się rozwijać zwłaszcza w tym międzynarodowym środowisku?


K.K: Po pierwsze, żeby zrozumieć swoje mocne strony, niekoniecznie w kontekście zawodowym, ale cech charakteru oraz tego, co jest moją pasją i kim chcę być. Ale nie chodzi tutaj o chęć bycia wiceprezesem tylko odkrycie zamiłowania do danego działania. W moim przypadku była to ekonomika zdrowia, ale każdy ma swój obszar, w którym w pewnym sensie czuje, że żyje i że nie jest nim zmęczony, nie uważa go za pracę. Jednak myślę, że warto zostawić to na jakimś poziomie ogólności żeby nie ograniczać się w swoim rozwoju.

Po drugie, myśleć o przyszłości, jako o kierunku, a nie o drodze. Zatem zawsze pytać siebie czy to jest rzeczywiście krok lub aktywność, który przybliży mnie do bardzo ogólnego, ale jednak tego celu, jaki sobie obrałam/obrałem. Seria takich kroków i decyzji tworzy wokół nas pewną dynamikę zdarzeń, otwierając nowe możliwości i nowe drogi, ale kierunek powinien być ten sam. Więc jak obraliśmy północ to kierujmy się na północ, a jak na południe to idźmy konsekwentnie na południe. Takie podejście dodaje elastyczności, ale jednocześnie jest drogowskazem zwężającym różnorodność potencjalnych wyborów.

Ja sama nie wyobrażałabym sobie pracować w czymś co nie jest dla mnie interesujące. Byłby to dla mnie życie we własnym więzieniu. Dlatego od najmłodszych lat należy ten kierunek wyznaczać, a później wybierać tylko te ścieżki, które są dostępne. Miałam ten komfort, że każda praca przychodziła do mnie. To nie ja szukałam pracy, tylko ona mnie, a ja po prostu byłam otwarta na nowe możliwości.

Kolejna rzecz to po prostu być sobą, być naturalnym i nie grać kogoś kim się nie jest. Oczywiście odpowiednio do okoliczności, ale myślę że wielu ludzi właśnie poprzez zarysowanie swoich słabości zyskuje człowieczeństwo w kontakcie z drugą osobą.

I wreszcie.. dywersyfikować. Nie kłaść nigdy nacisku tylko na jedno zainteresowanie. Ja na przykład przez całe życie pracuję w świecie akademickim, jak i komercyjnym. Łączenie tych dwóch światów daje mi poczucie innej perspektywy sprawia, że nie żyję w przekonaniu, że jak coś mi nie wyjdzie to jest koniec świata, bo wiem, że mam jeszcze ten drugi świat. Czasami te pasje się krzyżują, a czasami są zupełnie odrębne, i to jest okej.


Anna: To w takim razie na koniec zapytam, w którym z tych środowisk czuje się Pani lepiej: w tym akademickim czy komercyjnym?


K.K: Daje mi niezmierną satysfakcję to, że w środowisku komercyjnym jestem naukowcem, a na uczelni jestem osobą która pokazuje studentom rzeczy, które zupełnie nie przekładają się na komercję. Tak więc nauka dla mnie powinna być tylko aplikowalna. Jeśli jest teoretyczna i w ogóle nie ma w planach bycia aplikowalną, jest nudną i nikomu niepotrzebną. Jeżeli ktoś chciałby pójść moja ścieżką to zachęcam, bo nic nie daje większego efektu synergii niż posiadanie odmiennych perspektyw.


Anna: Dziękuję, Pani bardzo.


K.K: Ja również dziękuję.